Gazeta Finansowa – Zemsta hien upadłościowych

12 marca 2010 - W prasie

W warszawskim sądzie rusza właśnie precedensowy proces w sprawie, która kilka lat temu stanęła kością niezgody między Polską a Włochami i omal nie odroczyła w czasie naszej akcesji do Unii Europejskiej. Na ławie oskarżonych zasiadają członkowie zarządu jednej ze spółek, oskarżeni o działanie na jej szkodę. Prokuratura przedstawiła im zarzuty, mimo że przyznała, że szkody nie było.

Piotr Sieńko Gazeta Finansowa  12.03.2010 r. nr. 10 str. 4-5

Werdykt sądu w tym procesie będzie miał ogromne znaczenie dla władz wielu polskich przedsiębiorstw, które zanim podejmą jakąś decyzję co do dalszych losów firmy, zastanowią się dwa razy, czy w jej konsekwencji nie trafią przed oblicze sądu. W sprawie o działanie na szkodę spółki podejrzani są były prezes Ryszard Grochowski i członek zarządu Katarzyna Wasilewska, którzy w latach 2002 – 2005 zarządzali Agencją Kapitałowo–Rozliczeniową, spółką resztówką, po sprywatyzowanej Hucie Warszawa. Miała ona za zadanie rozliczyć umowę prywatyzacyjną z początku lat 90. Gdy Wasilewska i Grochowski obejmowali stanowiska, od dobrych 5 lat trwał już ostry konflikt między Skarbem Państwa a włoskim koncernem, który domagał się szybkiego zamknięcia całej sprawy i uregulowania polskich zobowiązań względem Lucchiniego. W międzynarodowych sądach arbitrażowych trwało kilka z góry skazanych na przegraną postępowań. Dodatkowo sprawa była o tyle skomplikowana, że poprzednicy Grochowskiego i Wasilewskiej oraz nadzorujący ich urzędnicy z Ministerstwa Skarbu oraz Agencji Rozwoju Przemysłu już wcześniej wpędzili AKR w duże kłopoty. Jednak aby poznać wszystkie okoliczności takiego stanu, trzeba się cofnąć kilka lat wstecz do roku 1997.

Co narozrabiali państwowi urzędnicy?
Mija wówczas 7 lat od prywatyzacji warszawskiej huty, przejętej przez włoski koncern Lucchiniego. Trwa proces restrukturyzacji zakładu i realizacji umowy prywatyzacyjnej zawartej w grudniu 1991 r. między polskim rządem a włoskim koncernem. W kontaktach z zagranicznym inwestorem urzędnicy Ministerstwa Skarbu Państwa oraz podległej mu Agencji Rozwoju Przemysłu doprowadzają do otwartego konfliktu. Kością niezgody staje się kwestia przekazania Lucchiniemu (zgodnie z umową prywatyzacyjną – red.) gruntów, na których leży Huta Warszawa. Polacy blokują ich przekazanie. Włosi grożą wniesieniem sprawy przeciwko Polsce do międzynarodowego arbitrażu.
Polskie służby specjalne informują urzędników MSP, że przegranie sprawy w trybunale arbitrażowym narazi Skarb Państwa na wielomilionowe odszkodowanie, które wypłacić trzeba będzie zagranicznemu inwestorowi.
– W 1997 r. przekazaliśmy do MSP komplet informacji na ten temat – mówił 2 lata temu w rozmowie z GF oficer dawnego UOP-u.
– Wynika z nich jasno, że nieprzekazanie gruntów, na których leży huta, oznacza, że Włosi mogą żądać od strony polskiej odszkodowania. A trzeba wziąć jeszcze pod uwagę to, że rosyjskie koncerny metalurgiczne w owym czasie agresywnie szukały nowych rynków w Europie Zachodniej. Wówczas stwierdzaliśmy, że jeśli Rosjanie zainwestują we włoski koncern, odszkodowanie trafi właśnie do nich. Prognozy te okazały się słuszne, bo w 2005 r. akcje Lucchiniego kupił rosyjski koncern hutniczy Siewierstal.
– Przeciąganie tej sprawy groziło kolejnymi roszczeniami Włochów, coraz to wyższymi odszkodowaniami, które zgodnie z wyrokami sądów arbitrażowych przyszłoby Polsce zapłacić. Pojawiła się też bardzo poważna groźba, że zobowiązania te staną się skumulowanym długiem, jaki nagle po przejęciu Lucchiniego przez Siewierstal, Skarb Państwa będzie miał wobec Rosjan – wtóruje mu oficer kontrwywiadu. – Nasze prognozy potwierdziły się po latach wraz z „wejściem” Siewierstalu do Lucchiniego.
Na tym, co ciekawe, udział kontrwywiadu w całej sprawie się kończy. Od tamtej pory oficerowie cywilnych służb ani razu nie podjęli jakichkolwiek działań, które pomogłyby w szybkim rozwiązaniu sporu z Włochami. Nie wiedzieć czemu nie kontrolowano też państwowych urzędników, którzy odpowiedzialni byli za realizację umowy prywatyzacyjnej.

Sabotaż ekonomiczny
18 lutego 1998 r. Ministerstwo Skarbu Państwa i Lucchini podpisują porozumienie, zgodnie z którym strona polska ma wywiązać się ze wszystkich zobowiązań wobec Włochów. Jednym z koronnych punktów umowy jest m.in. przekazane Lucchiniemu wspomnianych gruntów huty. Kilka miesięcy później urzędnicy chcą przystąpić do realizacji zawartego porozumienia. Nieoczekiwanie jednak do Marianny Maciurzyńskiej szefowej rady nadzorczej spółki AKR S.A. podległej ARP i MSP, odpowiedzialnej za uregulowanie spraw dawnej Huty Warszawa, dzwoni Andrzej Chwas. W owym czasie pełni on funkcję jednego z naczelników departamentu nadzoru właścicielskiego w MSP (później piastuje jeszcze bardziej prestiżowe funkcje – dyrektora Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii w Ministerstwie Gospodarki i dyrektora Departamentu Energii Jądrowej MG w rządzie Donalda Tuska). Podobne telefony odbierają też członkowie zarządu AKR S.A. W trakcie rozmowy z Maciurzyńską Chwas (wbrew zaleceniom ówczesnego szefa MSP – red.) zabrania jej realizacji porozumienia.
– To świadome działanie na szkodę Skarbu Państwa – komentuje kontroler Najwyższej Izby Kontroli, która kilka lat później sprawdzała ciąg tych transakcji. – Posunąłbym się o jeszcze gorszy wniosek. To działanie na rzecz koncernu obcego państwa lub jego samego! Trzeba się tylko teraz zastanowić, czy beneficjentem takich działań tego urzędnika wysokiej rangi miał był włoski, czy rosyjski interes.
Po naciskach Chwasa realizacja porozumienia zostaje wstrzymana. Służby specjalne nie interweniują.

Urzędnik ułatwia roszczenia wobec Polski
We wrześniu 1999 r. włoski koncern zaskarżył AKR S.A. do sądu arbitrażowego o odszkodowanie z tytułu jej niewywiązania się z podpisanego porozumienia. W odpowiedzi na pozew Lucchiniego strona polska w 2001 r. wniosła odrębną sprawę przeciwko Włochom o zapłatę kwoty 2,1 mln euro wynikającej z umowy prywatyzacyjnej. To jednak tylko pogorszyło sytuację, bo i ten proces Skarb Państwa przegrał. Wyrok brzmiał, że zapłata może nastąpić dopiero po przekazaniu Włochom wszystkich gruntów. Przy okazji trybunał orzekł, że Włochom należą się dodatkowe grunty oprócz wymienionych w umowie prywatyzacyjnej.
7 maja 2002 r. sprawa zakończyła się wyrokiem niekorzystnym dla Polski. Skarb Państwa miał zapłacić Włochom 30 mln euro odszkodowania. Zniecierpliwieni Włosi we wrześniu tego roku kanałami dyplomatycznymi dali też polskiej stronie do zrozumienia, że jeśli sprawa Huty Warszawa nie zostanie wreszcie zakończona, podejmą działania na forum unijnym i będą się starali odroczyć nasze przystąpienie do struktur europejskich, do czasu aż umowa prywatyzacyjna zostanie zrealizowana. Dla negocjującego nasze wejście do EU rządu był to nie lada problem.
Tymczasem z powodu niezrealizowanego po 1998 r. porozumienia i w konsekwencji tego również przegranych arbitraży AKR S.A., podlegająca ARP i MSP, stanęła przed groźbą upadłości. Ryszard Grochowski i Katarzyna Wasilewska, którzy już wtedy wchodzili w skład władz AKR S.A. postanowili nie dopuścić do upadku spółki i wynajęli firmę, która pomogła wynegocjować z Włochami kolejne porozumienie oraz ostatecznie rozliczyć całą umowę prywatyzacyjną z korzyścią dla Skarbu Państwa. Liczące ponad grubo 1000 (tysiąc) stron porozumienie wynegocjowano z Włochami w kilka tygodni. Zostało parafowane 13.10.2004 r. Zakładało ono m.in. rozliczenie całościowe umowy prywatyzacyjnej i zrzeczenie się wszelkich roszczeń Włochów wobec Skarbu Państwa, polubowne rozwiązanie sprawy dwóch przegranych wyroków przed wiedeńskim sądem i uzyskanie przez AKR S.A. kwoty 2 100 000 euro mimo niezrealizowania wszystkich postanowień umowy prywatyzacyjnej przez AKR, pokrycie przez Lucchini kosztów zagranicznego arbitrażu obciążających stronę polską. Jednak w resorcie pomysł ten się nie spodobał i urzędnicy na wszelkie sposoby znów próbowali zablokować zawarcie porozumienia.
– Zarządowi AKR zalecano ogłoszenie upadłości. To z kolei było jednoznaczne z otwarciem ścieżki dla Włochów do nowej walki o odszkodowanie od Skarbu Państwa – mówi były doradca zarządu ARP. – Agencja Rozwoju Przemysłu wysyłała nawet pisma ponaglające zarząd spółki do ogłoszenia upadłości.
– Robiono wszystko by AKR upadł – wspomina Ryszard Grochowski.
Pomimo uzgodnionych warunków porozumienia, resort skarbu tak długo zwlekał z podpisaniem umowy, że zniecierpliwiony Lucchini, będący tuż przed przejęciem przez rosyjski Siewierstal (sic!), wniósł kolejny pozew o odszkodowanie w wysokości 160 mln euro, jednak tym razem pozwał sam skarb państwa, a nie należącą do niego spółkę. Co ciekawe, gdyby Lucchini wygrał kolejną sprawę w arbitrażu, Polska winna byłaby koncernowi ponad 250 mln euro, co przy ówczesnym stanie kursu tej waluty równałoby się prawie 1,5 mld zł. – Żaden z urzędników MSP nie zwrócił uwagi na to, że na skutek przegranych postępowań arbitrażowych zamiast odszkodowania trzeba było oddać Włochom więcej gruntów, niż wynikało to z umowy prywatyzacyjnej i w ten sposób powstała szkoda w majątku Skarbu Państwa w wysokości 64 mln zł, bo tyle były warte te grunty – mówi pracownik ARP. – Gdyby porozumienie z 1998 r. zablokowane przez Chwasa zostało zrealizowane, żadnej szkody w majątku skarbu państwa by nie było. Niewiele brakowało, by Skarb Państwa miał jeszcze zobowiązanie wobec koncernu rosyjskiego na 1,5 mld zł.

Policyjne śledztwo w komendzie rejonowej
Ostatecznie porozumienie, opracowane i wynegocjowane przez wynajętą przez Grochowskiego firmę, po wielu bojach w ARP i MSP zostało zawarte w maju 2005 r. Jednak Grochowski i Wasilewska, którzy je podpisywali, wkrótce potem zostali usunięci ze spółki. Sprawą okoliczności powstawania porozumienia zajęła się zaś prokuratura. 15 letni proces prywatyzacyjny, obejmujący kilka międzynarodowych arbitraży, międzynarodowe negocjacje i skomplikowane prawnie umowy, przyszło analizować policjantom z pionu zwalczającego przestępczość gospodarczą małej komendy z warszawskiego Żoliborza (sic!). Ostatecznie śledztwo zakończono przedstawieniem Grochowskiemu i Wasilewskiej zarzutów działania na szkodę spółki z powodu… zawarcia umowy z firmą, która opracowała i wynegocjowała porozumienie.
Przeanalizowaliśmy akta powstałe w trakcie prowadzonego przez Prokuraturę Warszawa – Żoliborz śledztwa. Okazało się, że biegli wydający opinię na temat działalności zarządu AKR S.A. nie otrzymali wszystkich materiałów znajdujących się w aktach. Ponadto część materiałów, jakich do własnej analizy domagała się policja, nie została celowo dostarczona lub dostarczono je z istotnymi brakami i błędami. Część dokumentów posiada liczne, istotne dla sprawy załączniki. Ich również nie ma w aktach. Jest za to wiele innych ciekawych rzeczy np. dowody na to, że co najmniej 2 z zaangażowanych (jedna przez ARP) firm doradczych i niezależnie od firmy wynajętej przez AKR S.A. świadczących usługi mające pomóc w rozwiązaniu polsko-włoskiego konfliktu opracowały i przedłożyły opinie nieprawdziwe. W aktach znajdują się też dowody na to, że przed policją ukryto wiele opinii i opracowań, w tym kilka co najmniej błędnych, jednej z kancelarii prawnych, dowodzących, jak ARP dążyło do upadłości AKR S.A. Znalazły się tam opinie pokazujące jak ARP i drugi właściciel AKR S.A., czyli MSP, ukrywali przed władzami spółki inne nieprawdziwe opinie. Co ciekawe prokuratura w akcie oskarżenia ewidentnie wskazuje, że w wyniku działań zarządu AKR S.A. nie powstała szkoda. Jej zdaniem pojawiło się wyłącznie ryzyko jej powstania, gdyby umowa nie została wykonana!
Proces byłych władz spółki AKR S.A. rusza za 10 dni.

Woda w ustach
O podstawy, na jakich prokuratura przedstawiła byłym władzom AKR S.A. zarzuty działania na szkodę spółki, zapytaliśmy warszawską Prokuraturę Okręgową. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi. O to, jakie działania podjęła ABW, by przeciwdziałać powstaniu szkody w majątku AKR S.A. i Skarbu Państwa, do której doprowadziło nie wywiązanie się strony polskiej z podpisanego w 1998 r. z koncernem Lucchini porozumienia oraz zobowiązań powstałych w wyniku przegranych międzynarodowych postępowań arbitrażowych, będących konsekwencją zablokowania wykonania tego porozumienia, zapytaliśmy ABW. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Ppłk. Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska nie raczyła też odpowiedzieć nam na pytanie o to, jakie działania podjęła ABW, w chwili gdy jej oficerowie posiedli informację o planowanych przekształceniach własnościowych w należącej do Lucchini SpA warszawskiej hucie, by przeciwdziałać dostaniu się wielomilionowych zobowiązań, powstałych na rzecz strony włoskiej m.in. w wyniku działań wysokich rangą urzędników państwowych (np. Andrzeja Chwasa), w posiadanie rosyjskiego inwestora przejmującego od Lucchini SpA dawną Hutę Warszawa. Rzecznik Agencji poleciła nam tylko, że w tych kwestiach powinniśmy kontaktować się z prokuraturą. Ciekawe, od kiedy to właśnie ta instytucja zajmuje się kontrwywiadowczym zabezpieczeniem ekonomicznych interesów Polski? O sprawę AKR S.A. kilkakrotnie w ciągu ostatnich lat pytaliśmy też MSP, ARP i MG. Za każdym razem odpowiedzi nadsyłane nam przez te instytucje były nie na temat lub mijały się z prawdą. Czasem nie było ich w ogóle.