Gazeta Finansowa – Polityka miłości w walce z korupcją

12 marca 2010 - W prasie

CBA po nowemu, czyli co się zmieniło od czasów Mariusza Kamińskiego.

W czasach, gdy szefem CBA był Mariusz Kamiński, robiono wszystko, by Biuro budziło respekt obywateli, spośród których wielu przecież mogło w bliżej nieokreślonej przyszłości stać się jego gośćmi lub u których zagościć mogli w każdej chwili jego pracownicy – budzący postrach agenci w czarnych kominiarkach. Do CBA ściągnięto nawet byłych żołnierzy GROMu, którzy weszli w skład małego oddziału realizacyjnego. Jego zadaniem miało być zatrzymywanie podejrzanych, którzy mogli dostać ataku agresji w chwilach dużego stresu wywołanego „realizacją”. Nie wiadomo, czy któryś wpadł kiedyś w taki szał, że potrzebni byli do jego okiełznania żołnierze GROMu. Jednak na wszelki wypadek szef miał ich zawsze pod ręką. W schyłkowej fazie Kamińskiego CBA nieco poluzowało i symbol agentów – czarna kominiarka, zaczął znikać… ale tylko z ich głów. Chronił za to głowy podejrzanych np. Weroniki Marczuk-Pazury, której nowym wizerunkiem podczas zatrzymania i czynności procesowych była właśnie pożyczona od funkcjonariuszy Biura kominiarka.

Po tym jak tekę szefa CBA zgarnął Paweł Wojtunik stwierdzono, że byli GROMowcy w walce z korupcją raczej nie będą przydatni, bo jak to żołnierze „realizację” np. szturm na posesję Rywina najchętniej chcieliby rozpoczynać od skoku na spadochronie. Dla Biura wiązało się to nie tylko z dużymi kosztami (samolot!), ale i ryzykiem. Przecież po wylądowaniu w ogrodzie takiego Rywina, GROM mógłby go zastrzelić, miast zatrzymać. Kłopoty wtedy murowane. Jednak ostatnio okazało się, dlaczego tak naprawdę zrezygnowano z taktyki silnej ręki stosowanej przez Kamińskiego. Pokazała to sprawa przeszukania u Marcina Rosoła z Ministerstwa Sportu, zamieszanego w aferę hazardową. Chcąc przeszukać jego mieszkanie, ludzie Wojtunika zadzwonili do niego i umówili się na wizytę, nie robiąc sobie nic z tego, że jednym telefonem mogą ujawnić informacje ze śledztwa, a więc popełnić przestępstwo. Rosół przyjął agentów CBA czym chata bogata, (podobno dostali nawet od niego jakieś pendrivy i papiery). Wszystko zaś odbyło się w miłej i serdecznej atmosferze, jak na politykę miłości Donalda Tuska przystało. Tak teraz działać będzie CBA – z uśmiechem na twarzy, z telefonem w ręku, z figurantem za pan brat.

Piotr Sieńko Gazeta Finansowa 12.03.2010 r. nr. 10 str. 2