Goniec Polski – Wywiad L. Wałęsa – Trafiony świństwem

8 sierpnia 2007 - W prasie

Bolkiem nie był, ale Bolek uratował kraj przed samosądami, tak jak możliwość zagranicznych wyjazdów uchroniła wielu Polaków przed kryminałem. „Matki – stoczni” z Gdańska nigdy by nie sprzedał, a do Kaczyńskich ma żal, większy niż wszyscy inni na świecie – z Lechem Wałęsą rozmawia Piotr Sieńko.

Jak oceni Pan obecną sytuację polityczną w Polsce?

Wybraliśmy, zagłosowaliśmy i mamy to, na co zasłużyliśmy. Taka jest demokracja. Mnie się nie podoba to, co jest. Ja głosowałem przeciwko obecnemu układowi. Przegrałem. Mamy teraz dobrą lekcję demokracji. Obyśmy wyciągnęli z niej wnioski.

Negatywnie patrzy Pan na sytuację polityczną, a jak oceni Pan sytuację gospodarczą?

Czasami politycy nie przeszkadzają gospodarce. Tak jest w tym przypadku. Toczy się ona swoimi torami i efekty są dobre.

Tak, ale 2 miliony osób wyjechało z Polski m.in. tu, do Wielkiej Brytanii…

Gdy były granice szczelne, to było źle. Teraz mamy otwarte i ludzie mogą wyjeżdżać, to jak się okazuje też niedobrze. Dzięki temu, że obywatele mogą teraz wyjeżdżać, mają też dobrą pracę. Przysyłają pieniądze, więc i do kraju coś skapnie. Kto wie, może gdyby nie to, wielu z nich poszłoby do kryminału.

Uważa Pan, że te wyjazdy były potrzebne? Co by się stało, gdyby nie nastąpiła ta duża fala migracji?

Byłyby niepokoje społeczne, demonstracje, palono by urzędy. A tak mamy rozluźnioną sytuację. Ludzie pracują dziś na korzyść wspólnej Europy, więc również i dla nas. To dobra sytuacja, nic złego się nie dzieje. Na razie oczywiście.

Nie żałuje Pan, że ci wszyscy ludzie nie pracują w kraju?

Oczywiście lepiej, by pracowali w Polsce. Skoro jednak nie możemy im dać pracy, pozwólmy, by Europa im ją dała.

Wiele osób, które tu są deklaruje jednak, że nie wróci. Wtedy ich wiedzę, potencjał i pieniądze Polska straci.

A myśli Pan, że nie wrócą? Oczywiście, że powrócą. Niektórzy zrobią to, bo w Polsce interes jest większy niż w Wielkiej Brytanii. My się rozwijamy, a Wielka Brytania, choć jest doskonale rozbudowana gospodarczo, stoi w miejscu. Będzie im się opłacało powrócić.

Wszystko wskazuje na to, że Stocznia Gdańska, kolebka Solidarności zostanie niedługo sprzedana zagranicznemu koncernowi. Jak Pan skomentuje ten fakt? Niewykluczone bowiem, że w następną rocznicę podpisania porozumień sierpniowych, powstania Solidarności, zakład ten nie będzie już należał do Polski, a do firmy z jakiegoś innego kraju. Prawdopodobnie będzie to Ukraina.

Nigdy bym tego nie zrobił, postarałbym się o inne rozwiązania, by pracę stoczni uczynić bardziej wydolną. Ona była matką wszystkich reform. Matki się nie pozbywa. Nic więcej nie powiem…

A czy ten ferment polityczny, który widzimy w polskiej polityce zagranicznej i w samej Europie, nie przeszkodzi Polsce w rozwoju?

Oczywiście, że trochę on nie służy. Mamy jednak dyskusję na temat tego, jak powinna wyglądać Europa, jaki system ekonomiczny przyjąć, ile głosów ma mieć Polska. Nie zgadzam się z tym, co robią nasi politycy. Wywołują jednak ferment twórczy. Zmuszają innych do myślenia i szukania nowych rozwiązań swoimi niekonwencjonalnymi ruchami. Wielu polityków odwiedza Polskę lub zrobiło to w ostatnim czasie. Każda taka wizyta stymuluje europejskich polityków do działania, do myślenia o Europie. Gdyby nie to, przyjmowaliby rozwiązania, które Europa testowała już wcześniej i które się nie sprawdziły. To co się dzieje jest akurat bardzo dobre.

Czy Pana zdaniem polscy politycy nie skupiają się za bardzo na niepotrzebnych walkach i kłótniach?

Naszym politykom mam więcej do zarzucenia niż ktokolwiek inny na świecie. Szkoda „gadać”…

Nie jest Pan trochę zmęczony tą sytuacją, która się wokół Pana wytworzyła? Historia Pana domniemanej współpracy z bezpieką, awantura z Kaczyńskimi, aresztowanie Wachowskiego…

Tak, ale wyobraźmy sobie inną sytuację, że los nie dotknął mnie tym całym świństwem. W Polsce byłyby samosądy, a tak ludzie mówią: o, nawet Wałęsa współpracował. Dzięki temu opadły im ręce i nie było linczów, a tak musiałyby być.

Samosądy?

Gdyby ktoś otrzymał wiadomość, że jego sąsiad z klatki był „kapusiem”, to powiesiłby go. A tak dowiedział się, że także Wałęsa, Chrzanowski i inni też mieli z tym coś wspólnego i pomyślał: co ja tam będę robił skoro i oni mieli do czynienia z esbekami. W ten sposób uratowaliśmy kraj od samosądów. Los, brudząc i obciążając mnie, dał nam szansę utrzymać spokój w społeczeństwie. Teraz dopiero przyszedł czas, aby wyjaśnić to wszystko i będzie to zrobione.

Wałęsa był Bolkiem?

Nie, nigdy. Przenigdy nie byłem. Natomiast prowadziłem walkę, dziś ją oceniając, nie zawsze sprytnie. Ale wtedy dawałem z siebie wszystko. Ile tylko miałem siły i mądrości. Wydawało się, że teczkę moją zniszczono. Okazuje się, że część materiałów była w teczkach innych osób. Dzięki temu zostanie ona cała odtworzona. „Spoko”. Ona udzieli odpowiedzi na pytania: kim byłem, co robiłem i jak robiłem?

Dziękuję za rozmowę.

Dossier: Pieniacz z wilczym biletem

Lech Wałęsa (ur. 29 września 1943 roku w Popowie) – legendarny działacz związkowy, jeden z twórców, a potem wieloletni przywódca Solidarności, polityk, z zawodu elektryk, laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 1983 roku oraz Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-1995.

W latach 1967-1976 pracował jako elektryk okrętowy Stoczni Gdańskiej im. Lenina. W 1970 roku był członkiem Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej. Został aresztowany i skazany na rok więzienia. W 1971 roku był członkiem egzekutywy legalnego związku zawodowego. Usunięto go z tego stanowiska za pieniactwo. W 1976 roku został wyrzucony z pracy z wilczym biletem za próbę zorganizowania obchodów rocznicy śmierci robotników stoczni, zabitych w 1970 roku. Dwa lata później współorganizował Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. Powrócił do pracy w 1980 roku.

W sierpniu 1980 roku stał na czele strajku w Stoczni Gdańskiej. Po uzyskaniu ustępstw ekonomicznych rozwiązał strajk, a po zawróceniu rozchodzących się stoczniowców przez Alinę Pieńkowską (i innych) i postawieniu postulatów politycznych, kontynuował strajk, stając na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, utworzonego z przybywających do stoczni delegacji strajkujących zakładów z całej Polski, który po podpisaniu porozumienia z rządem Edwarda Babiucha przekształcił się w Tymczasowy Komitet Koordynacyjny. W kwietniu 1981 roku wybrano go przewodniczącym Solidarności oraz Krajowej Komisji Porozumiewawczej (1980-1981), której zadaniem było utrzymywanie negocjacji z rządem.

W grudniu 1981 roku był internowany w Chylicach, Otwocku i Arłamowie, został zwolniony w listopadzie 1982 r. Do roku 1990 roku formalnie zajmował stanowisko elektryka w Stoczni Gdańskiej.

W 1983 roku Lechowi Wałęsie przyznano Pokojową Nagrodę Nobla.

Był współtwórcą porozumień Okrągłego Stołu, czyli nieformalnym przywódcą tzw. społecznej części uczestników tych rozmów i oficjalnie jej głównym koordynatorem.

Solidarność, której przewodniczył, zdobyła w wyborach w 1989 roku 99 ze 100 mandatów w Senacie i wszystkie z 35 proc. miejsc w Sejmie, pochodzących z wolnego wyboru.

Obecnie jest wykładowcą wielu szanowanych światowych uniwersytetów, gdzie prowadzi zajęcia z zakresu demokracji i globalizacji. Przez politycznych wrogów okrzyknięty został esbeckim konfidentem o pseudonimie „Bolek”.

Kolebka Solidarności

Wszystko wskazuje na to, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy Stocznia w Gdańsku, kolebka Solidarności, miejsce o szczególnym znaczeniu dla polskiej historii, a także dla samego Lecha Wałęsy, zostanie sprzedana. Rząd Jarosława Kaczyńskiego prowadzi bowiem właśnie proces prywatyzacji polskich stoczni. Zgodnie z programem, przyjętym przez gabinet Prawa i Sprawiedliwości, każde z polskich przedsiębiorstw tej branży (w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie) ma zostać sprzedane innemu zagranicznemu kontrahentowi.

Zgodnie z tym Gdańsk miałby trafić w ręce ukraińskiego koncernu metalurgicznego Donbas. To właśnie w Stoczni Gdańskiej powstała Solidarność, dzięki czemu socjalistyczna część Europy mogła rozpocząć przemiany polityczno-gospodarcze, których efektem był rozpad świata komunistycznego.

Jeśli ta transakcja dojdzie do skutku (ukraińska strona ma już 5 proc. akcji Stoczni Gdańskiej), następna rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych nie odbędzie się już na terenie stoczni. Jeśli zaś nowy właściciel zgodzi się na obchody, będą one miały miejsce w obrębie przedsiębiorstwa, gdzie co prawda polska historia odcisnęła ogromne piętno, ale które w wyniku historycznych decyzji polskich rządzących do Polski już niestety nie należy.

Goniec Polski nr. 187 sierpień 07