Goniec Polski – Nieudane zamachy z Londynu i Glasgow to wielkie szczęście Brytyjczyków

17 lipca 2007 - W prasie

Systemy bezpieczeństwa i środki zapobiegania terroryzmowi polskiej i brytyjskiej policji są niemal identyczne. Inny jest tylko stopień zagrożenia.

Wielkie szczęście – tak o nieudanych zamachach sprzed dwóch tygodni mówią nieoficjalnie brytyjscy policjanci. W uniknięciu ogromnej tragedii oraz w późniejszym śledztwie angielskim służbom nie pomogły – perfekcyjny kontrwywiad, „super” nowoczesne środki techniczne czy doskonałe procedury, lecz odrobina zwykłego „fartu”. Okazuje się, że błąd terrorysty, który uderzył mercedesem wypełnionym materiałami wybuchowymi w kosz na śmieci przed klubem Tiger Tiger w centrum Londynu i rozwaga ochrony lokalu, która zabezpieczyła błyskawicznie miejsce oraz wezwała policję, uratowały przed tragedią bawiących się w środku gości. Zapewne, gdyby nie to, nocna impreza w ekskluzywnym klubie, w najlepszym przypadku zakończyłaby się dla setek osób w szpitalu.

Także śledztwo prowadzone później przez Scotland Yard nie było efektownym przykładem gry wywiadowczej, wyspecjalizowanych w walce z terroryzmem jednostek brytyjskiej policji o groźnej nazwie Cobra. Ośmiu zamachowców zatrzymanych w ciągu kilku dni po pierwszym nieudanym ataku, udało się schwytać głównie dzięki… miejskiemu monitoringowi. 241 systemów kamer obserwujących Londyn non stop pozwoliło Brytyjczykom na żmudne odtworzenie drogi, jaką mercedes – bomba spod Tiger Tiger oraz drugi samochód – pułapka, odnaleziony 24 godziny po pierwszej próbie ataku przy Park Lane, wjechały do miasta.

– Po nitce do kłębka i tak wpadła cała terrorystyczna komórka – mówi oficer Scotland Yardu. – W śledztwie nie było finezji, tylko gruntowne, wielogodzinne przeglądanie taśm.

Warszawa jak Londyn

Czy w związku z tym Wielka Brytania jest w stanie uchronić się przed zamachami? Czy angielskie służby są w stanie wykryć i zneutralizować zagrożenie, czytaj – grupę przygotowującą zamach, nim jej członkowie wyjadą swymi samochodami-bombami na ulice Londynu, Glasgow, czy Birmingham?

– Całkiem bliska historia terrorystycznych zamachów w Londynie, które już kilkakrotnie udaremniono, likwidując terrorystyczną komórkę w fazie przygotowań do ataków, pokazała, że tak – mówi analityk brytyjskiej jednostki antyterrorystycznej Cobra. – Dzieje się tak jednak o wiele rzadziej niż tego zapewne byśmy sobie życzyli. Częściej bowiem terrorystom udaje się dokonać ataku lub wpadają, tak jak ostatnio, tuż przed nim – tłumaczy.

Co więc pozostaje Anglikom? Oczy i uszy szeroko otwarte – powiedziałby złośliwy obserwator. Częściowo jest to jednak prawda. Brytyjskie systemy ochrony, procedury służb i wyszkolenie oraz świadomość obywateli są bardzo nowoczesne. Jedyne zaś co można udoskonalić to wywiad inwigilujący środowiska terrorystyczne tak, by liczba udaremnionych zamachów w trakcie ich przygotowywania była większa od tej po ich dokonaniu.

A jak w porównaniu z kolegami znad Tamizy wyglądają antyterrorystyczne zabezpieczenia, chociażby Warszawy?

Polscy policjanci, którzy w ubiegłym tygodniu porównywali w Londynie warunki swojej pracy z technikami Scotland Yardu, są zgodni – nie mamy sobie nic do zarzucenia. Pod względem antyterrorystycznych środków bezpieczeństwa, procedur, a nawet wyposażenia nie odstajemy od Brytyjczyków.

Unijne wymiany

Grupa oficerów z Warszawy przez cały ubiegły tydzień gościła w Scotland Yardzie. W ramach unijnego programu AGIS, który zapewnia międzynarodową współpracę w zakresie wymiany informacji oraz doświadczeń w pracy jednostek policyjnych, m.in. zwalczających terroryzm.

Warszawscy stróże prawa poznawali zabezpieczenia i procedury antyterrorystyczne londyńskiego metra. Podpatrywali techniki pracy jednostek antyterrorystycznych, pirotechników wykrywających i neutralizujących ładunki wybuchowe. Porównywali systemy szkolenia oraz zasady pracy jednostek kryminalnych.

– Z pewnością godne pozazdroszczenia brytyjskim policjantom są samochody, którymi dysponują na co dzień oraz warunki, w jakich jednostki uzbrojone brytyjskiej policji doskonalą techniki strzeleckie – przyznaje komisarz Jarosław Mikiciuk, naczelnik Wydziału Realizacji Komendy Stołecznej Policji (jednostka pełniąca funkcję pododdziału antyterrorystycznego, działająca w stolicy – przyp.red.). – Imponująca jest liczba godzin, jakie muszą spędzić na strzelnicy funkcjonariusze, a także sprzęt, m.in. laserowe symulatory, które imitują realne warunki, np. gdy na ulicy przestępcy otwierają ogień do patrolu policji.

Dwaj warszawscy oficerowie, którzy mieli okazję sprawdzić się na takiej urealnionej strzelnicy, zostali zapewnieni przez oficerów Scotland Yardu, że po symulowanym zabiciu trzech napastników strzelających do nich z zaparkowanego przy ulicy auta, mogą liczyć na pracę w Londynie.

Bez kompleksów

W pewnych kwestiach warszawska policja może się nawet pochwalić nieco lepszym wyposażeniem od Scotland Yardu. Londyńscy pirotechnicy z zazdrością kiwali głowami, słysząc od polskich funkcjonariuszy, jakiej marki czujnikami wykrywającymi groźne gazy chemiczne dysponuje ich bliźniacza jednostka w Polsce. Podobnie było w przypadku szkolenia psów tropiących.

– Okazało się, że angielskie psy, które wykrywają materiały wybuchowe, podczas pracy zamiast obwąchiwać paczki, nie wchodząc z nimi w fizyczny kontakt, przesuwają je nosem. W Polsce jest to niedopuszczalne. Dwa lata temu w Hiszpanii, gdy pies popełnił ten błąd, sprawdzając podejrzaną paczkę, podrzuconą przed jeden z urzędów państwowych, przypłacił to życiem razem ze swym przewodnikiem. Paczka wybuchła – wyjaśnia jeden z policjantów.

To, co szczególnie zwróciło uwagę polskich stróżów prawa, to rozbudowane w całym Londynie systemy monitoringu i łatwość, z jaką funkcjonariusze mają do nich dostęp.

– To bardzo komfortowa i ułatwiająca pracę sytuacja, gdy chcąc obejrzeć nagranie nie musisz nikogo o nie prosić, pisać pism i czekać na odpowiedź, a tylko idziesz i z miejsca musi być ono tobie wydane – mówi analityk z Komendy Stołecznej Policji.

– Zresztą śledztwo po ostatnich zamachach pokazało, jak ważne są tego typu systemy i jak istotny jest szybki do nich dostęp policji – podkreśla nadkomisarz Andrzej Kawczyński, naczelnik Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw. W Polsce obywatele uznają każdy powstający system monitoringu za ograniczanie praw oraz inwigilację. W Wielkiej Brytanii ludzie nie są szczęśliwi z tego powodu, że „Wielki Brat” czuwa, ale na pewno czują ulgę, gdy dowiadują się, że dzięki temu są bezpieczniejsi. To właśnie za pomocą takich nagrań możliwe przecież było schwytanie sprawców nieudanych ataków i ustalenie winnych ataków z 2005 roku. Tak rozbudowanego systemu rzeczywiście możemy Anglikom pozazdrościć – dodaje. Pomysłem wartym przeniesienia na grunt polski jest z pewnością elektroniczna mapa miasta zawierająca wszelkie potrzebne dane o jego infrastrukturze, budynkach, instytucjach itp. W zakresie pewnych procedur istnieją nawet znaczące różnice. To jednak kwestia unormowań prawnych i priorytetów, a nie możliwości. Tak naprawdę różnią nas jedynie nakłady na policję i jej wyposażenie, skala zakupów i istniejące rezerwy sprzętu – tłumaczy policjant.

Piotr Sieńko

Goniec Polski nr. 184 lipiec 07