Goniec Polski – Agata Wróbel w Strong Woman

17 maja 2007 - W prasie

Swoją ukochaną sztangę Agata Wróbel zamieniła na inne sportowe atrybuty: 65 kg bańkę po mleku, 50 kg worek cementu oraz 260 kg oponę. Uśmiech na twarzy, luz i ponadludzka siła – Agata niejednego jeszcze zaskoczy. 

“Goniec Polski” podpatrywał pierwszą, niedzielną potyczkę Agaty Wróbel w zawodach Strong Woman. Najsilniejsza polska sztangistka, zadebiutowała bowiem w nowej dyscyplinie.

Nasza Strong Woman 
Niedziela godz. 11.00 Ninfield, mała miejscowość pod Bexhill w hrabstwie Sussex. Rozpoczynają się eliminacje do Mistrzostw Wielkiej Brytanii w Strong Man. Równolegle trwa towarzyski turniej Strong Woman. Bierze w nim udział Agata Wróbel. O tym, że startuje wiedzą tylko jej najbliższe i najbardziej zaufane osoby.
– Jestem zdenerwowana, zestresowana jak nigdy – Agata skarży się Hanne Bingle, swojej trenerce.
Chwilę później jest już w swoim żywiole. Pierwsza konkurencja to wyciskanie na barki. Kończy jako druga. Nieźle jak na początek. W następnej konkurencji – martwym ciągu – ciężar 90 kg podnosi 25 razy. To najlepszy wynik w grupie! Emocje rosną! Agata jest uśmiechnięta i wyluzowana. Bacznie przypatruje się pozostałym zawodniczkom, w tym Hanne, która również bierze udział w turnieju. Po trzeciej rundzie Agata jest trzecia. Noszenie niewygodnych worków z cementem jest meczące. Każdy waży 50 kg. Każdy trzeba przenieść na czas. Potem sprawdzian wytrzymałości. Olimpijka staje przy drewnianym palu. W rękach ma małe trzykilogramowe hankielki. Sędzia daje sygnał. Zawodniczka rozkłada ramiona. Sekunda po sekundzie, początkowo lekkie jak piórko ciężarki zaczynają uwierać. Agata zamyka oczy – widać, że potwornie bolą ją ramiona. 45, 46 sekund – krzyczy sędzia. Sportsmenka opuszcza zmęczone ręce.

Dobry start 
– Jak na zaledwie dwa tygodnie ciężkich przygotowań to doskonały rezultat – tłumaczy Hanne Bingle, od kilkunastu lat startująca w tego typu zawodach.
Chwilę później trenerka – z pochodzenia Dunka – dzieli los swojej nowej podopiecznej. Wytrzymuje ponad minutę.
Rundy żeńskich zawodów przeplatają się z prawdziwymi eliminacjami brytyjskiego Strong Mana. Gdy mężczyźni zmagają się z 400 kilogramową oponą, Agata przygotowuje się do najtrudniejszej konkurencji przenoszenia bańki po mleku. Wypełniona ciężarami waży 65 kg. Najlepiej wypada ta zawodniczka, której uda się przenieść ją jak najdalej w ciągu 75 sekund.
– Nasze opony są mniejsze – tłumaczy Polka, oglądając ryczących z wysiłku facetów. – Ważą po 260 kg. Wczoraj się taką bawiłam. Te mają po 400 kg – tłumaczy.
Około godz. 15.00 przychodzi czas na – próbę z bańką. Po 20 metrach, wyraźnie zmęczona Agata odrzuca 65 kg ciężar i siada.
– Wszystko mnie boli. Jestem strasznie zmęczona – skarży się. – Będę musiała popracować z Hanne.
Ostatecznie ląduje na czwartym miejscu. Jest tuż za swoją trenerką. Wścieka się.
– Jak to czwarta? – pyta. – Nie znoszę tego miejsca, to najgorsze z możliwych. Wrrrr… – złości się.
– To doskonały rezultat, a przede wszystkim jak na tak krótki, dwutygodniowy okres przygotowań to świetny start – komentuje Hanne. – Zawody Strong Woman to inny rodzaj wysiłku niż zwykłe podnoszenie ciężarów. Agata wzięła dziś udział w tym turnieju właśnie po to, by zobaczyć jak wyglądają realia tej dyscypliny. Specjalnie po to wybraliśmy taką spokojną towarzyską imprezę, a nie turniej klasy mistrzowskiej, by mogła oswoić się z nową formą wysiłku. Musi przyzwyczaić się do przeciążeń, tego nietypowego, innego od ciężarów rodzaju zmęczenia – ciągnie.
– Wierzymy w Agatę. Wiemy jak trudna była dla niej decyzja o rozstaniu z ciężarami. Wiele razy rozmawialiśmy o tym. Skoro jednak kontuzja nadgarstka jest tak dokuczliwa, że uniemożliwia podnoszenie ciężarów, a z drugiej strony nie przeszkadza w innych dyscyplinach siłowych, to Agata powinna to wykorzystać. Chcemy jej w tym pomóc i zrobimy co tylko będziemy mogli, by dalej z powodzeniem rozwijała swój sportowy talent – tłumaczy Daria Błasiak-Roszczyn manager firmy Symbiont Security, głównego sponsora olimpijki.

Wróbel wciąż może walczyć 
Dwukrotna mistrzyni olimpijska w podnoszeniu ciężarów i znana sztangistka zakończyła sportową karierę w grudniu ubiegłego roku. Szkoleniowcy próbowali ją za wszelką cenę zatrzymać w kraju. Przed odejściem rozmawiała nawet z ministrem sportu Tomaszem Lipcem. Była zmęczona. Po kilku operacjach nadgarstka, z wiecznymi bólami ręki – nie chciała już dalej trenować.
– Wiedziałam, że wszyscy będą mnie namawiać na powrót do uprawiania mojej dyscypliny, a ja chciałam mieć to już za sobą – tłumaczy powody swego zniknięcia. – Urwałam kontakty, pozmieniałam numery telefonów. Chciałam zakończyć pewien etap w swoim życiu i rozpocząć nowy. Chcę teraz żyć tak, jak żyją normalni ludzie. Postanowiłam znaleźć sobie pracę.
W kraju nie potrafiono zapewnić jej dogodnych warunków do dalszej pracy. Za wszelką cenę namawiano, by została w kadrze, nie oferując żadnego innego rozwiązania. Wyjechała. Przyjechała do Anglii, gdzie mieszkają i pracują jej znajomi z Siedlec. Podnoszenie ciężarów zamieniła na pracę w sortowni śmieci w małym Peterborough na północ od Londynu. Na upragniony święty spokój i życie poza błyskami ciekawskich fleszów, nie mogła jednak liczyć.
– Ktoś w Polsce zrobił mi niezłą przysługę. Teraz każdy będzie mnie już zawsze kojarzył wyłącznie z sortowaniem śmieci – skarżyła się w rozmowie z “Gońcem Polskim” dzień po tym jak cała sprawa wyszła na jaw.
Zaskoczenie w kraju i na Wyspach było ogromne. Wybuchł skandal. Telefon Wróbel rozdzwonił się na nowo.
– Mam dosyć tej burzy wokół mojej osoby. Nie różnię się niczym od przeciętnego Polaka, a tu taka afera – denerwowała się w rozmowie z dziennikarzami.

Co dalej? 
24-letnia zawodniczka do tej pory utrzymywała się ze stypendium olimpijskiego. Premię za brązowy medal olimpijski z Aten wydała na samochód. Prawo do tak zwanej emerytury olimpijskiej, przysługującej medalistom igrzysk, uzyska dopiero za dziesięć lat.
– Nie wiem też, jaka będzie moja przyszłość – mówiła Agata Wróbel. – Jestem normalnym człowiekiem, a żadna praca nie hańbi. To nieważne, że jestem medalistką olimpijską. Jeżeli inni mogą sortować śmieci, to ja też mogę. Skoro nie dorobiłam się na własnych śmieciach, to może dorobię się na cudzych.
Pomóc Agacie chce wiele osób. Od czasu sławetnej afery Agata jest w Londynie. Do niedawna pracowała dla miejscowego radia. Jednak cały czas zastanawiała się, jak mogłaby kontynuować sportową karierę, nie obciążając chorego nadgarstka. Strong Woman spadło jak z nieba. Tydzień temu “gruchnęła” informacja o jej powrocie. Początkowo wszyscy myśleli, że wraca do ciężarów. Jednak okazało się, że nowy sponsor, polska firma Symbiont Security z Londynu namówiła Agatę właśnie na tą dyscyplinę. Jej niedzielny start pokazał zaś, że w sporcie siłowym nazwisko Wróbel nadal znaczy bardzo wiele. Tak samo jak dla ludzi, którym zależy na jej uśmiechu po udanych zawodach. Tak jak w niedzielę w Sussex.

Piotr Sieńko

Goniec Polski nr. 177 czer 07