Goniec Polski – Fikcyjne małżeństwa Polaków w Londynie

18 lutego 2007 - W prasie

Dziennikarze Gońca wpadli na trop międzynarodowego handlu… fikcyjnymi ślubami. Dla nielegalnych imigrantów, którzy szukają żon w Londynie to szansa na wizę i prawo pracy, a potem obywatelstwo unijne. Dla potencjalnego przyszłego małżonka lub małżonki z Unii to gwarantowane kilka tysięcy funtów.

Za fikcyjne małżeństwo w Londynie, dzięki któremu nielegalny imigrant spoza Unii będzie mógł pracować i żyć w Wielkiej Brytanii zgodnie z prawem uciekinierzy z Afryki, Bałkanów lub krajów muzułmańskich są gotowi zapłacić każdemu chętnemu ponad trzy tysiące funtów. Zarobić może każdy – potencjalny małżonek lub małżonka oraz pośrednik, kojarzący taką parę. Na ślad nielegalnych małżeństw trafiliśmy w polskiej dzielnicy Londynu. To właśnie na Ealingu pośrednicy różnych grup i mniejszości żyjących w Wielkiej Brytanii poszukują potencjalnych partnerów dla swych rodaków, ukrywających się na Wyspach i szukających sposobu na zalegalizowanie pobytu. Dzięki pośrednikowi z Ghany, z którym nawiązaliśmy kontakt poznaliśmy ten proceder od podszewki.

Robię to dla kasy
Justyna jest młodą Polką. W Anglii mieszka od niedawna. Pracuje w pubie. Nie zna jeszcze dobrze Londynu. Nie potrafi podać nawet nazwy dzielnicy, w której mieszka. Zna tylko kod pocztowy. Po przylocie na Wyspy zamieściła ogłoszenie na polskim portalu.
Treść: Pomogę, jeśli ktoś nie może przebywać w Anglii legalnie. Ty potrzebujesz wizy, ja pieniędzy. Może będziemy mogli pomóc sobie nawzajem.
Rozmawia z nami myśląc, że jesteśmy pośrednikami kojarzącymi fikcyjnych małżonków.
– Nie szukam przygód miłosnych, ani nie jest to seksualna oferta – kobieta zaznacza już na wstępie rozmowy. – Potrzebuję pieniędzy, dlatego dałam takie ogłoszenie – tłumaczy. – Wiem, że można w ten sposób zarobić, więc chcę spróbować – dodaje.
Kobieta dokładnie pyta o szczegóły transakcji. Próbuje negocjować cenę. Chce rozwiać wszystkie wątpliwości.
– Czy pokryjecie koszty związane z podróżą do Polski? – pyta.
Uspokaja się, gdy okazuje się, że wszystko rozegra się w Londynie.
– Czy będę musiała mieszkać z tym mężczyzną po ślubie? – dopytuje.
Westchnienie ulgi, gdy dowiaduje się, że nie ma takiej potrzeby, że wszystko dzieje się tylko na papierze, a ze swym przyszłym mężem nie będzie musiała mieć nic wspólnego.

500 funtów dla pośrednika
Dodzi ma 29 lat. Jest w Anglii legalnie. Niedługo zaczyna studia na londyńskim uniwersytecie. Na co dzień zajmuje się pośrednictwem w kojarzeniu fikcyjnych par. W ten sposób pomaga innym obywatelom Ghany zalegalizować swój pobyt na Wyspach. Takich jak on jest wielu. Nie tylko z Ghany.
Chcąc sprawdzić jak funkcjonuje światek nielegalnych małżeństw, postanowiliśmy przeprowadzić małą prowokację i zaoferowaliśmy pomoc Ghanijczykowi w szukaniu kandydatek na żony i mężów dla jego rodaków.
Za pośrednictwo zaproponował nam 500 funtów. Potencjalna żona dla jednego z jego kolegów miała otrzymać 3 500 funtów. Zawarte małżeństwo miało się oczywiście po pewnym czasie zakończyć rozwodem.
Chętną do zawarcia fikcyjnego małżeństwa dla pieniędzy została redaktor naczelna Gońca Katarzyna Kopacz podając się za Polkę o imieniu Urszula. Pośrednikiem współpracującym z Ghanijczykiem – dziennikarz Piotr Sieńko.

Chętni nie tylko z Ghany
Przez prawie tydzień negocjowaliśmy z Afrykańczykiem. Podczas jednego ze spotkań udało się nam nawet zrobić mu zdjęcia. Nieświadomy niczego Dodzi odsłonił nam zaś całe kulisy uprawianego procederu. Okazuje się, że korzystają z niego nie tylko Afrykańczycy, ale i Albańczycy, mieszkańcy byłej Jugosławii, Turcy, a nawet wyznawcy islamu (Algieria, Egipt). Grupa, dla której pracuje Dodzi ma wynajętego prawnika, który przygotowuje operację od strony formalnej, a wszystko trwa bardzo krótko. W ciągu dwóch tygodni „narzeczeni” załatwiają formalności i zawierają związek. Potem nielegalny emigrant zaczyna nowe życie – może legalnie pracować i żyć w Wielkiej Brytanii.
Gdy po kilku dniach Ghanijczyk zaczyna naciskać, rezygnujemy z dalszej prowokacji.
– Przykro mi, ale Urszula się rozmyśliła. Poszukam kogoś innego. Dam ci znać, jak będę miał kogoś – kończymy z Dodzim współpracę.
O całej sprawie informujemy konsulat. Dyplomaci bezradnie rozkładają ręce. Nie mają prawa sprawdzać, czy Polacy wchodzący w związki małżeńskie na Wyspach robią to z miłości czy dla pieniędzy.
Dzwonimy do Home Office, brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Odsyłają nas od biura do biura. Zgodnie z miejscowym prawem taki proceder to przestępstwo. Gdyby udało się udowodnić komuś, że chce poślubić obcokrajowca tylko po to, by ten otrzymał prawo stałego pobytu, stanie przed sądem. Nielegalny imigrant zostanie zaś deportowany.
Bez względu jednak na to, jakie kroki podejmie Home Office, fikcyjne małżeństwa będą zawierane, a łase na pieniądze Polki będą uznawane przez chętnych do ich poślubienia za łatwe. Tylko czy zapewni to Polakom dobrą reputację na Wyspach? Czy warto dla kilku tysięcy funtów decydować się na aż tak drastyczny krok i łamanie prawa?

Piotr Sieńko

Goniec Polski nr. 163 luty 07