Gazeta Wyborcza – Jak to było z Bankiem Wschodnim

14 sierpnia 2006 - W prasie

Kulisy powstania Eurobanku, utworzonego z połączenia warszawskiego Banku Społem i Banku Wschodniego w Białymstoku, to może być jedna z pierwszych operacji finansowych, jaką zbada bankowa komisja śledcza. Nieoficjalnie mówi się, że za powstaniem Eurobanku stoją wpływowi politycy SLD.

GW Białystok nr 189, wydanie bib z dnia 14/08/2006 – 15/08/2006 OPINIE, str. 5 
PIOTR SIEŃKO, WOJCIECH WIĘCKO 

Eurobank powstał trzy lata temu w wyniku połączenia dwóch małych banków przeżywających poważne kłopoty finansowe: Banku Społem w Warszawie i Wschodniego w Białymstoku. Ten pierwszy został kilka lat temu przejęty przez nieżyjącego już dziś wrocławskiego biznesmena Mariusza Łukasiewicza (twórca sukcesu Lukas Banku).

Wkracza komisarz 
W tym czasie zarządca komisaryczny, wprowadzony 20 czerwca 2002 r do Banku Wschodniego, szukał inwestora, gotowego ratować kiepsko prosperujący bank z Białegostoku. W efekcie wschodniego rywala wchłonął Bank Społem i tak powstał Eurobank. Właśnie ten wątek ma się pojawić, jak twierdzą politycy PiS, na komisji śledczej. W chwili bowiem, gdy do BW wchodził wyznaczony przez Komisję Nadzoru Bankowego “komisarz”, audytor zewnętrzny obliczył straty w banku na 47,608 mln zł. Wschodni pod koniec maja 2002 r. miał 245 mln zł depozytów i 167 mln zł udzielonych kredytów. Prowadził ok. 27 tys. rachunków. Główni akcjonariusze: towarzystwa leasingowe – centralne, wielkopolskie i śląskie – oraz firma Solaris SA w sumie mieli 89 proc. akcji.
– Powołanie zarządu komisarycznego wywołało panikę wśród klientów nieświadomych złej kondycji banku – opowiada jeden z urzędników Komisji Nadzoru Bankowego. – Masowo zgłosili się po swoje pieniądze [w ciągu jednego dnia wybrali 15 mln zł – red.], co jeszcze bardziej pogorszyło kondycję banku. Zarząd komisaryczny miał szukać sposobu poprawy jego kondycji i inwestora – tłumaczy.
Od początku objęcia funkcji “komisarz” Piotr Masiukiewicz (od 1999 r. był wiceprezesem Banku Staropolskiego, który zbankrutował w 2000 r., narażając sektor bankowy na przeszło 400 mln zł strat) został zobowiązany do podjęcia negocjacji z Mariuszem Łukasiewiczem.
Inwestor zobowiązał się do wniesienia do banku 10 mln zł wkładu, który miał być później zamieniony na akcje nowej emisji. W zamian stał się jego współwłaścicielem. Docelowo kapitał banku miał wzrosnąć o 40 mln zł.
W wyniku pierwszego śledztwa dotyczącego Banku Wschodniego oskarżono 11 osób, w tym sześć ze ścisłego kierownictwa. Według wstępnych szacunków od 1999 r. do 2001 r. naraziły one bank na stratę ponad 11 mln zł i nie zrobiły nic, by poprawić kondycję Banku Wschodniego. Część osób poddało się karze. Trzech głównych szefów w piątek sąd skazał na wysokie kary – dwóch na więzienie.

Kredyty i poręczenia 
Sprawa nie jest zamknięta, jeśli się pamięta,że 18 listopada 2002 r. podczas posiedzenia KNB generalny inspektor nadzoru bankowego poinformował innych członków rady, że straty Banku Wschodniego to ok. 70 mln zł, a maksymalna pomoc może wynosić 140 mln zł. Dzięki temu Łukasiewicz mógłby zarobić ok. 22 mln zł, a resztę straty banku musiałby pokryć z własnej kieszeni. Później w prokuraturze nikt z członków KNB już nie pamiętał, czemu Łukasiewiczowi dano więcej.
12 marca 2003 r. Bankowy Fundusz Gwarancyjny pożycza 237 mln zł Łukasiewiczowi na pięć lat (3,5 roku karencji spłaty) na 0,675 proc. w skali roku. Wszystko dlatego, żeby po ulokowaniu w papiery wartościowe i lokaty terminowe (ujęto to w umowie) dochód z tego stanowił wsparcie dla uniknięcia niewypłacalności banku.
W marcu 2004 r. trwa już drugie śledztwo w sprawie Wschodniego. Były członek zarządu banku Zdzisław Bałbat – jeden z zawiadamiających prokuraturę o nieprawidłowościach przy tej operacji – twierdzi, że wszystko robiono po to, by Łukasiewicz bezkosztowo przejął Wschodni. Inni drobni akcjonariusz twierdzą, że rezerwa celowa stworzona w Banku Wschodnim – 78,626 mln zł – służyła tylko temu, by pozbawić ich akcji.
– Zarząd komisaryczny Wschodniego tłumaczył się, że stworzył ją jako zabezpieczenie kredytów, których nie da się ściągnąć – wyjaśnia jeden ze znających sprawę białostockich prokuratorów. – Tyle że kiedy rozpoczął się proces łączenia banków i ludzie pracujący w windykacji Wschodniego zostali zwolnieni, nowy inwestor bez problemu odzyskał te same kredyty, które wcześniej zostały określone jako trudno ściągalne – dodaje.
Przykładowo 30 września 2002 r. straty już były na poziomie 30,820 mln zł (w czerwcu 2002 r. – o ponad 16 mln więcej).
Śledczy badali m.in. zasadność przyznania przez BFG wspomnianych 237 mln zł. Podejrzewano, że między czerwcem 2002 r. a marcem 2003 r. pracownicy BFG nie dopełnili swych obowiązków, przyznając 237 mln zł pożyczki na preferencyjnych warunkach Eurobankowi. Wszystko przez to, że nie ustalono strat w obu bankach przed ich połączeniem.
Badano też, czy w listopadzie 2002 r. główny inspektor nadzoru bankowego i zarząd komisaryczny Banku Wschodniego nakazali tworzenie nadmiernych rezerw celowych w BW, przez co powodowali pozbawienie akcji drobnych akcjonariuszy BW, dzięki czemu inwestor (Łukasiewicz) miał osiągnąć korzyść.
Mimo że prokuratorzy ustalili, iż naruszono art. 20 ustawy o bankowym funduszu gwarancyjnym, gdyż brakowało danych o stratach banków, oraz prawa drobnych akcjonariuszy BW, śledztwo upadło.
– Z powodu braku dowodów na działanie w złej wierze osób zasiadających w BFG, GINB oraz zarządzie komisarycznym BW – tłumaczy białostocki prokurator. – Tłumaczyły się, że pracowały na analizach opracowanych przez biegłych rewidentów i audytorów zewnętrznych. Co do rezerwy celowej – Eurobank nadal utrzymuje ją w wysokości 78 mln zł – prokuratura jest zdania, że o intencjach inwestora będzie można powiedzieć coś wtedy, kiedy zadecyduje, co z nią zrobić.

Z nakazu resortu sprawiedliwości
Sprawa została umorzona 18 listopada 2004 r. i wszyscy o niej zapomnieli… do 28 marca 2006 r. Wtedy to akta podręczne i główne z białostockiej Prokuratury Okręgowej zabrała Prokuratura Apelacyjna w Białymstoku. Powód? Żeby przeanalizować, czy nie można by podjąć na nowo czynności i wznowić śledztwa.
– Dostaliśmy takie polecenie z Ministerstwa Sprawiedliwości, które nakazało nam sprawdzić, czy nie istnieją przesłanki do ponownego wszczęcia umorzonego już prawomocnie śledztwa – tłumaczy prokurator Janusz Kordulski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku.
Dzień przed tym, czyli 27 marca, prezes Sławomir Łukasiewicz zrezygnował z pełnionego stanowiska.
– Prezes zrezygnował z powodów osobistych. Z tego, co wiem, rozważał taką możliwość od dawna. Decyzję podjął w chwili, w której miał pewność, że nie wpłynie ona na rozwój i funkcjonowanie banku – wyjaśnia Alina Stahl, dyrektor biura public relations i komunikacji Eurobanku.
Pytana o ewentualny związek decyzji prezesa z planowanym przez prokuraturę ponownym wszczęciem śledztwa w sprawie nieprawidłowości przy powstawaniu Eurobanku Alina Stahl odpowiedziała: – Na razie bank nie ma żadnych informacji o takim planie prokuratury i z całą pewnością nie ma żadnego związku między tymi zdarzeniami. Zakres tego postępowania nie dotyczy bowiem okresu, w którym Sławomir Łukasiewicz kierował bankiem, sprawował funkcję prezesa zarządu od marca 2003 roku, a przejęcie Banku Wschodniego przez Bank Społem (obecnie Eurobank SA) nastąpiło na przełomie roku 2002 i 2003 – tłumaczy.
Sławomir jest bratem zmarłego blisko dwa lata temu Mariusza Łukasiewicza. Stanął na czele Eurobanku po śmierci jego twórcy. Wcześniej był wiceprezesem Lukas Banku. Prokuratura śledztwa na nowo nie podjęła.
BIB