Super Express – Okęcie stoi otworem dla terrorystów

27 grudnia 2003 - W prasie

W Wigilię reporterzy “Super Expressu” mogli podłożyć bombę na lotnisku, uprowadzić samolot, dokonać zamachu terrorystycznego lub sabotażu.

Super Express z dn. 2003-12-27 (numer 300 )
Strona: 1,2,3 ( wydarzenia )
Tytuł: GROZA! Okęcie stoi otworem dla terrorystów
Autor: Piotr Sieńko

Wigilijne południe. Służby odpowiedzialne za ochronę Polaków przed terrorystami właśnie teraz powinny być najbardziej czujne. Ale zapewnienia władz, że jesteśmy bezpieczni, okazują się zwykłym kłamstwem.
Sprawdziliśmy, jak wygląda stan podwyższonej, antyterrorystycznej gotowości na Okęciu. W Wigilię bez trudu weszliśmy na płytę warszawskiego lotniska, zwiedziliśmy przygotowywany do lotu samolot, na silniku boeinga zostawiliśmy dużą “superexpressową” wizytówkę. Nikt nie interesował się intruzem, aż ten sam nie powiadomił służb, że wdarł się na chroniony teren.

24 grudnia 2003 r., godz. 12.00 W radiu samochodu słychać wiadomości RMF FM:
– Na warszawskim Okęciu zaostrzono środki bezpieczeństwa… – trwa relacja z hali odlotów portu, gdzie z powodu alarmu antyterrorystycznego władze lotniska zorganizowały konferencję prasową.

Godzina 12.02 Przeskakuję przez niezabezpieczony płot, 30 metrów od lotniskowego komisariatu policji, 50 metrów od głównego terminalu portu. Nie ma funkcjonariuszy Straży Ochrony Lotniska, straży granicznej, antyterrorystów. Pracownicy cywilni nie zwracają na mnie najmniejszej uwagi.

Godzina 12.05 Wchodzę na schodki samolotu ATR 72 Eurolotu. Zaglądam do środka. W kokpicie załogi krząta się personel naziemny. Niezauważony ruszam dalej.

118288850245

Godzina 12.07 Krótki postój przy maszynie marki Embraer 145, jak się potem okazało, samolot wkrótce wyleciał do Rzeszowa. Do sąsiedniej maszyny pracownicy serwisu naziemnego pakują bagaże podróżnych. Kilkadziesiąt metrów dalej ląduje boeing Lufthansy. Mija mnie samochód straży granicznej, dyżurnego portu, pracowników Airport Services Ltd… i nic. Nikogo nie interesuje, że kręcę się wokół maszyn. Idę w stronę pierwszego rękawa.

Godzina 12.10 Mijam kolejnego ATR-a Eurolotu i docieram do pierwszego boeinga 737-400. Na prawym silniku przyklejam firmową naklejkę “Super Expressu”. To pierwszy samolot w naszej flocie redakcyjnej. Żadnego z przejeżdżających obok pracowników lotniska nie dziwi nietypowe oznaczenie na silniku ogromnej maszyny.

Godzina 12.12 Zdumiony brakiem reakcji kogokolwiek na płycie lotniska, telefonuję do rzeczniczki portu lotniczego Edyty Mikołajczyk, która 50 metrów dalej w hali odlotów właśnie udziela wywiadu na temat tego, jak pilnie strzeżony jest port Okęcie. Zaskoczona rzeczniczka prosi, bym poczekał na przyjazd służb lotniskowych.

Godzina 12.20 Jako pierwszy przyjeżdża po mnie dyżurny portu. Chwilę później zostaję zatrzymany przez Straż Ochrony Lotniska, straż graniczną. Słyszę, że zainteresowali się mną nawet lotniskowi antyterroryści. Zaczynają się przesłuchania, rewizja osobista, grożenie konsekwencjami prawnymi.
Trzy godziny później podpisuję oświadczenie, że stawię się na każde wezwanie straży granicznej, i zostaję zwolniony. Następnego dnia próbowaliśmy skontaktować się z przedstawicielami Portów Lotniczych. Komórka rzecznika jednak milczała.
– Czuję się bezpiecznie ? mówi Alicja Hytrek, rzeczniczka MSWiA.
– Takie dziennikarskie prowokacje osłabiają czujność służb dbających o nasze bezpieczeństwo.

W Polsce lekceważy się zagrożenie:
Media, w tym “Super Express”, wielokrotnie udowadniały, że strategiczne polskie lotnisko na warszawskim Okęciu jest całkowicie bezbronne. By doprowadzić do śmierci wielu osób, nie trzeba terrorystów, wystarczy zdesperowany szaleniec. Kilka dni temu byliśmy jednak przekonani, że teraz – gdy zagrożenie zamachami jest naprawdę poważne, a polskie służby postawione w stan najwyższej gotowości zapewniają, że nic nam nie grozi – podobna prowokacja nie będzie możliwa. A jednak. Okazało się, że wejście na lotnisko było dziecinnie proste. Co więcej, wizyta “Super Expressu” na Okęciu pozostałaby niezauważona, gdyby nie mój telefon do rzeczniczki portu. Pozostaje się teraz zastanowić, czy do zmian w systemie ochrony wystarczy nasza dziennikarska prowokacja, czy też potrzebna jest prawdziwa tragedia z setkami Bogu ducha winnych ofiar na sumieniach służb specjalnych, władz portu, resortu spraw wewnętrznych i przede wszystkim rządu.

Marcin Kaszuba (30 l.), rzecznik rządu:
– No i co ja mogę na to powiedzieć? Tylko tyle, że mimo wszystko ja się czuję bezpiecznie. Wchodzę przed świętami do banku i widzę ochronę, w czasie świąt idę ulicą, a tam policja. Nie powiem, że odpowiednie służby czegoś nie dopatrzyły, bo widzę, że mimo świąt pracują i tak naprawdę, to współczuję im z tego powodu.

Marcin Kossek (31 l.), instruktor zagranicznych jednostek antyterrorystycznych:
– Zdarzenia tego typu są bez precedensu i nie wymagają komentarza. Na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo, na londyńskim Heathrow, czy nawet w Mińsku dziennikarz pewnie nie miałby żadnych szans. Zatrzymano by go w chwili przechodzenia przez płot. Jest absolutnie niemożliwe, by mógł się poruszać w tzw. strefie zero, czyli po płycie lotniska w bezpośrednim sąsiedztwie samolotów. To kolejny dowód na to, jak niepoważnie w Polsce podchodzi się do realnego zagrożenia.

Aut. Zdjęcia Super Expressu autorstwa Wojciecha Grzędzińskiego. Po tamtym zdarzeniu Straż Graniczna chciała zatrzymać dziennikarzy na 48 godzin. Prokuratura zaś planowała postawić im zarzuty usiłowania nielegalnego przekroczenia granicy. Argumenty wymiaru sprawiedliwości zostały jednak szybko obalone. Zabezpieczenia terenu wokół Portu Lotniczego na Okęciu wzmocniono budując nowy płot. Poleciały też głowy. Pracę straciło dwóch komendantów policji m.in. wiceszef Komendy Stołecznej oraz zastępca komendanta Straży Ochrony Lotniska. Miesiąc później dziennikarze brytyjskiego The Sun bez problemu weszli na teren londyńskiego lotniska Heathrow. Rok później bułgarscy reporterzy wnieśli do jednego z urzędów państwowych atrapę bomby, a ekipa Polsatu bez trudu “zatruła” ujęcie wody pitnej Warszawy (w warszawskich filtrach) wsypując do źródła cukier puder. Pracę stracili wszyscy zatrudnieni tam ochroniarze.